Bileter w autobusie

Siedemdziesiąt Dwa

        635894381422593074.jpgfot. PAP/CAF

           Jeszcze rok temu w tym miejscu skretyniałe egzemplarze przedstawicieli młodszego pokolenia łapały pokemony w wirtualnej grze, a kilka lat wcześniej skandalem było – popełnione w innym miejscu tego typu – zdjęcie małoletniej idiotki w środku pieca krematoryjnego. W końcu jesteśmy w Polsce, gdzie ukradziono nawet napis znad bramy celem sprzedaży na złom. Dziś nazistowska fabryka śmierci, podobna do kilku takich miejsc na świecie, milczy – ale to milczenie krzyczy, głosem tak niepojętym, że każdy, kto odwiedził to miejsce, zrozumie o czym piszę. Nie zdarzyło się, by ściany tak krzyczały. By mur rozszerzał szczęki w oniemiałym, otępieńczym wrzasku paniki i bólu, nie usiłującym nawet czegokolwiek wyrażać.   

            27 stycznia 1945 roku, 72 lata temu Armia Czerwona wyzwoliła obóz koncentracyjny Auschwitz – Birkenau w Oświęcimiu.

            Niemcy od połowy 1944 roku byli w odwrocie. Twardszy opór stawili dopiero na Wiśle, gdy impet operacji „Bagration” na północy i operacji lwowsko – sandomierskiej na południu opadł po miesiącu intensywnych walk. Rosjanie wzięli krwawy odwet za szereg druzgocących klęsk sprzed trzech lat. „Bagration” zakończył istnienie niemieckiej grupy armii „Środek”, będąc tym samym prawdopodobnie największą klęską Wehrmachtu w II Wojnie Światowej i rozciął front Niemców na dwie części – pozbawione łączności grupy Armii „Północna Ukraina” i „Północ” nie miały innego kierunku jak wycofywać się na zachód. W lecie 1944 Sowieci byli już na przyczółkach w rejonie Warki, ale tereny Prus Wschodnich i południową Polskę wyzwalali zdecydowanie później niż centralną. Z prostej przyczyny – tędy wiodła najprostsza i najkrótsza droga do serca Niemiec, Berlina. Droga nie przecięta zbyt gęstą siecią rzek i bagien jak w Prusach Wschodnich, gdzie z rejonu Puszczy Rominckiej i Kętrzyna Niemcy ewakuowali się dopiero w styczniu 1945 roku ani gór i wąwozów Karpat na południu, gdzie szybkie jednostki pancerne i zmotoryzowane miałyby problemy z przemieszczaniem się. Dlatego środkowa pięść sowieckiego frontu najpierw uderzyła pod Warszawę, a dopiero potem podciągała siły na skrzydłach. Wiedząc o trudnościach na froncie południowym Rosjanie obeszli łuk Karpat od południa, pojawiając się na Nizinie Węgierskiej, skąd mieli już przysłowiowy rzut beretem do Wiednia i Bratysławy. Na południe od centralnej osi uderzenia działały armie frontu Ukraińskiego i one właśnie w  zimny styczniowy dzień wyzwoliły tereny najpierw obozu Auschwitz, a potem, późnym popołudniem – Birkenau.

            Na terenie fabryki śmierci czekało na nich niespełna siedem tysięcy więźniów, w stanie skrajnego wyczerpania i bliskich śmierci. W zasadzie – jak wynika z wielu wspomnień – to śmierć patrzyła ich oczami. Niemcy wiedzieli, że ani obóz, ani front, nie wytrzymają długo i już na jesieni 1944 roku rozpoczęli planową ewakuację więźniów i inwentarza na zachód. W przeciwieństwie do wielu innych miejsc, operacja była zaplanowana i zorganizowana i nie cechowała się takim chaosem jak w wypadku chociażby Majdanka, gdzie komendę likwidacji kacetu wydano na dwa dni przed jego wyzwoleniem. Oblicza się, że naziści ewakuowali z Auschwitz blisko sto tysięcy więźniów. W październiku zabrali się za likwidację komór gazowych i Sonderkommanda, które wiedziało i widziało zbyt wiele, by móc zostać przy życiu. Więźniowie nie mając innego wyboru wzniecili krótkie i intensywne powstanie, które zakończyło się ich śmiercią i wysadzeniem w powietrze jednego z krematoriów. Niemcy zbierali się także do spalenia dokumentów, zdjęć, części mienia więźniów – jak wiadomo, nie do końca się to udało, głównie przez fakt, że więźniowie zatrudnieni do tych robót doskonale wiedzieli jak ważne są ślady które zostawią. Rosjanie którzy weszli do obozu byli osłupieni. Widzieli już Majdanek, znaleźli ślady w Bełżcu, Sobiborze i Treblince, ale skala i rozmach maszynerii zagłady w Auschwitz był dla nich nie do przyjęcia – nawet według standardów Stalinowskich łagrów.

           

            Nikt nam dziś nie stoi z schmeisserem nad głową. Nie śpimy w osiemdziesiąt osób w dwudziestoosobowym baraku. Nie umieramy na tyfus, opętany doktor nie wstrzykuje nam fenolu, cholery i innych chorób pod skórę, nie garbuje się ludzi z tatuażami, nie zanurza bliźniąt w naftalinie. Nie żyjemy w lęku. Owszem, mały człowieczek z kompleksami unurzał właśnie nasz kraj w odmęcie wzajemnych animozji, dając bezkrytycznym względem siebie ludziom pozwolenie na rozpętanie szaleństwa. Owszem, zezwolił na powiększenie idiotyzmów do skali republiki bananowej. Ale nikt nie zagania nas do bydlęcych wagonów, nie zabiera mienia, nie pozbawia człowieczeństwa. Nikt nie robi tego w sposób tak zorganizowany i precyzyjny, jak tylko mógł to robić nazista. Nie żyjemy powieszeni niczym słoń za stokrotkę nad brzegiem urwiska, czekając na każdą godzinę. Nie zgania się nas na apel, z którego nie wszyscy wrócą. Ba, deprymuje nas każdy rodzaj dyscypliny, także tej moralnej. I im dalej od tych wydarzeń, im dalej od tych okropności, tym mniejszą naukę z nich wyciągamy. Tym więcej w nas samych dystansu i obojętności. A to zdarzyło się raptem siedem dekad temu. Niektórzy mają dziadków starszych niż siedem dekad. W historii to okamgnienie. W historii ludzkości – mrugnięcie, pył, kropka kurzu na spiżowej księdze. I zapomnieliśmy. Zapomnieliśmy, jak brutalne, okropne, straszne może być ludzkie dążenie do panowania nad innym człowiekiem. Jak dzikie i pierwotne instynkty może wyzwalać, jak bardzo odrealnia dwunożną istotę, zamieniając ją w ciąg pięciu – sześciu cyfr, wytatuowanych na ręku dla rozpoznania. Żyjemy w bezmyślnej tyranii egoizmu, pochwały dla pustki, bezmyślności i przekonani o własnej wartości nawet bez podstaw do jej posiadania. Wierzymy ślepo w naszą urodę, gładkość natur, usta w Dziubek, kolczyki w pępku i tatuaże. Wierzymy w życie toczone w sieci, zapominając że życie potrafi być kruche i łamliwe, a by je hurtowo łamać – wystarczy pomysł, organizacja i odpowiednio zdeterminowani ludzie. Dlatego nie wolno nam zapomnieć. Dlatego nie wolno nam mieć mało do powiedzenia, gdy ktoś nas o to zapyta.

            Zajmujemy się dziś przede wszystkim tym, czy to były niemieckie, czy polskie obozy śmierci. Nawet średnio obskakana w temacie młodzież mówi – tylko niemieckie! Ale spytajmy tę samą młodzież czy poza Auschwitz i Majdankiem potrafi wymienić jeszcze jakiś obóz. Czy słyszała o okropnościach Bełżca i Sobiboru, czy obcy jest jej tragizm Sztutowa, Rogoźnicy, Chełmna i Treblinki. Przewrotnie, choć tradycyjnie, podążę za Zofią Nałkowską, która mówiła kiedyś „To nie Niemcy Żydom. To ludzie ludziom”. Nie spierajmy się czy to były obozy niemieckie czy nazistowskie czy leżące w Polsce, więc polskie. Polski wtedy nie było, istniała Trzecia Rzesza, nazistowskie państwo totalitarne, którego funkcjonariusze mordowali miliony ludzi przez szereg lat i nie uwierzę do końca życia, że społeczeństwo, z jakiego się wywodzili, było na tę hekatombę obojętne i nieświadome. Nie uwierzę że Ci, którzy podnosili ręce w nazistowskim pozdrowieniu a potem udawali, że o niczym nie wiedzą, są niewinni. Nie wierzę i nie uwierzę. Bo tak jak my jesteśmy dumni z husarii, Piłsudskiego czy Andersa, tak wstydzimy się za Kaczyńskiego czy Macierewicza – są bowiem częścią nas i my ich stworzyliśmy, z nas jako społeczności się wywodzą, jesteśmy więc za nich częściowo odpowiedzialni. Niemcy wiedzieli, czym jest nazizm i nie sądzę, by to ich specjalnie martwiło dopóki alianckie bomby nie zaczęły spadać na ich domy, a sowieckie czołgi nie rozjechały wschodniego frontu latem 1943 roku.

            Mamy to szczęście – w tym całym niewyobrażalnym nieszczęściu – że możemy wsiąść w auto czy pociąg, przejechać kilka godzin i stanąć w tej samej bramie, przez którą ludzi poprowadzono na rzeź. Na gaz, na bicze, na psy, na katów, na zwyrodniałych pseudomedyków zafascynowanych zadawaniem cierpienia. I dostrzec różnicę między naszym światem, może niedoskonałym i trudnym a światem, który kończył się na tej bramie. Bo za nią – to już nie świat. To piekło. Stworzone przez ludzi dla innych ludzi. Może wszyscy wymrzemy jako gatunek w przeciągu następnego stulecia, może krócej – kto to wie? Przyleci na naszą planetę jakaś obca cywilizacja i znajdzie to miejsce, te miejsca. Mogą to bardzo trafnie nazwać.

            Ludzkie obozy zagłady.  

 

            Ku pamięci ofiar Holokaustu, w 72 Rocznicę Wyzwolenia Obozu Zagłady Auschwitz Birkenau przez wojska 60. Armii Frontu Ukraińskiego.